Afrykańskie domki ze słoniowej kupy

Długo myślałem nad wstępem do tego artykułu i nadal nie wiem, co w nim napisać, żeby jasno wprowadzał tę ciekawą ideę
.
Artykuł umieszczam w kategorii Zarządzanie, więc teraz spróbuje powiązać go z tą tematyką.
Czasami w życiu bywa tak, że chcemy zrealizować projekt. Myślimy, analizujemy pomysły, staramy się przewidzieć wszystkie możliwe problemy i przeszkody. Istnieje jednak pewna kategoria projektów – projekty informatyczne, typu gry, duże aplikacje użytkowe – która musi być tworzona w sposób szczególny.

Załóżmy, że jest sobie klient, nasz sponsor, który finansuje projekt. On oczekuję od nas efektów i realizowania projektu na poziomie WIDOCZNYCH rezultatów. Nie oczekuje od nas realizowania projektu na poziomie kodu źródłowego i rozwiązań technicznych, wewnętrznych, bo go to nie interesuje. Program ma po prostu działać i być skończony, jak najszybciej. Takie podejście powoduje, że program zaczyna przypominać dom, który budujemy sklejając kolejne elementy słoniową kupą.
Z zewnątrz(z daleka?
) budowla wygląda, jak domek, a im bardziej się do niej zbliżamy tym co raz bardziej zaczyna przypominać kupę. Najgorzej jest kiedy przychodzi czas na przemeblowanie takiego domku, czy jakiekolwiek głębsze zmiany. Przychodzi budowniczy zeskrobuje kawałek kupy i na jej miejsce wstawia nową porcję kupy lub cegłę. Wszystko zależy od jego woli i umiejętności.

Tak tworzona aplikacja z wierzchu może wyglądać dobrze i być całkiem niezła, ale problemy jakie stwarza osobom piszącym mogą być przytłaczające. Nawet, jako informatyk często trzeba mieć jaja, żeby podjąć trudną decyzję, która może spowodować, że przez kilka następnych nocy będziesz poprawiał błędy innych i swoje własne.
Kontynuując…
W taki właśnie sposób na rynek trafia produkt w pewnej części zbudowany z kupy, a w innej z cegły. Z punktu widzenia osoby, która tworzy to oprogramowanie to jest jakaś masakra. Klient natomiast jest zadowolony, bo ma to co chciał – funkcjonalność.
Dla jednych taka sytuacja wygląda na patologiczną, ale dla innych taki sposób wdrażania projektu w życie pcha cały rynek do przodu, stwarza miejsca pracy. Powoduje, że materializują się nowe ciekawe idee. A wbrew pozorom, taki domek może wytrzymać sporo. Można go zawsze rozwijać i łatać. Podstawa to dobry, sprytny marketing, który sprawi, że odbiorcy docenią go za zalety, a nie będą tylko wytykać wady.

