sty 1 2011

Afrykańskie domki ze słoniowej kupy

Domek ze słoniowej kupy
Długo myślałem nad wstępem do tego artykułu i nadal nie wiem, co w nim napisać, żeby jasno wprowadzał tę ciekawą ideę ;) .

Artykuł umieszczam w kategorii Zarządzanie, więc teraz spróbuje powiązać go z tą tematyką.

Czasami w życiu bywa tak, że chcemy zrealizować projekt. Myślimy, analizujemy pomysły, staramy się przewidzieć wszystkie możliwe problemy i przeszkody. Istnieje jednak pewna kategoria projektów – projekty informatyczne, typu gry, duże aplikacje użytkowe – która musi być tworzona w sposób szczególny.

Wielka kupa

Załóżmy, że jest sobie klient, nasz sponsor, który finansuje projekt. On oczekuję od nas efektów i realizowania projektu na poziomie WIDOCZNYCH rezultatów. Nie oczekuje od nas realizowania projektu na poziomie kodu źródłowego i rozwiązań technicznych, wewnętrznych, bo go to nie interesuje. Program ma po prostu działać i być skończony, jak najszybciej. Takie podejście powoduje, że program zaczyna przypominać dom, który budujemy sklejając kolejne elementy słoniową kupą.

Z zewnątrz(z daleka? :D ) budowla wygląda, jak domek, a im bardziej się do niej zbliżamy tym co raz bardziej zaczyna przypominać kupę. Najgorzej jest kiedy przychodzi czas na przemeblowanie takiego domku, czy jakiekolwiek głębsze zmiany. Przychodzi budowniczy zeskrobuje kawałek kupy i na jej miejsce wstawia nową porcję kupy lub cegłę. Wszystko zależy od jego woli i umiejętności.

Ukończony budynek

Tak tworzona aplikacja z wierzchu może wyglądać dobrze i być całkiem niezła, ale problemy jakie stwarza osobom piszącym mogą być przytłaczające. Nawet, jako informatyk często trzeba mieć jaja, żeby podjąć trudną decyzję, która może spowodować, że przez kilka następnych nocy będziesz poprawiał błędy innych i swoje własne.

Kontynuując…

W taki właśnie sposób na rynek trafia produkt w pewnej części zbudowany z kupy, a w innej z cegły. Z punktu widzenia osoby, która tworzy to oprogramowanie to jest jakaś masakra. Klient natomiast jest zadowolony, bo ma to co chciał – funkcjonalność.

Dla jednych taka sytuacja wygląda na patologiczną, ale dla innych taki sposób wdrażania projektu w życie pcha cały rynek do przodu, stwarza miejsca pracy. Powoduje, że materializują się nowe ciekawe idee. A wbrew pozorom, taki domek może wytrzymać sporo. Można go zawsze rozwijać i łatać. Podstawa to dobry, sprytny marketing, który sprawi, że odbiorcy docenią go za zalety, a nie będą tylko wytykać wady.


sie 19 2010

Pamiętny pierwszy projekt

Chyba każdy informatyk pamięta swój pierwszy raz… :D . Pierwszy projekt, który wprowadził go w świat informatyki.

bomberman

Pamiętam to, jak dziś, gdy razem z bratem grałem w pierwsze gry na komputerze. Komputer – prezent na komunię brata, 386sx. W pamięci szczególnie utkwił mi Bomberman i wyjątkowy tryb rozgrywki mutliplayer. Wszystko na jednym ekranie. Zabawie nie było końca.

Któregoś dnia przyszedł tata i powiedział: „komputer nie służy tylko do grania” . Pożyczył dla nas książkę o QuickBasicu autorstwa Rity Belserene. Do dziś to nazwisko chodzi mi po głowie ;) . No i tak się zaczęło.  QuickBasic IDEPierwszym zadaniem było napisanie kalkulatora ;) . Dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie. Później doszły jakieś kolorki. A to wszystko wewnątrz konsoli DOSowej. Cud, miód i malina!

Niestety kodem, ani screenami nie dysponuję, może to i dobrze.

Jednak ku odśweżeniu pamięci, jak w tamtych czasach wyglądało programowanie, zamieszczam fragment kodu w QuickBasicu.

CLS
SCREEN 12
LOCATE 12,30
color 10
PRINT "Hello, world!"
SLEEP 5
END

Na początku zajęliśmy się tym razem z bratem. Jego to nie zakręciło, a ja zabawe mam po dziś dzień…


lip 17 2010

Słowo pisane

Czerpiąc inspiracje z otaczających mnie ludzi postanowiłem założyć własnego bloga. Taki miks między zwykłym blogiem, a devblogiem.

Będę tutaj opisywał swoje przygody, nie tylko te związane z komputerami, a i może w końcu zmuszę się do opisania projektów, które prowadziłem/prowadzę. Niektóre mogą okazać się ciekawe. Inne w postaci nieukończonych koncepcji – inspirujące.

Jak zapewne się przekonacie słowo pisane nie jest moją mocną stroną, ale w życiu trzeba eliminować swoje słabości i stawiać coraz to nowe wyzwania. Takim wyzwaniem jest dla mnie systematyczne pisanie tekstów. Kolejne wyzwanie to tłumaczenie wersji polskiej bloga na język zachodu. Wszystko wyjdzie w praniu.

Zatem witam wszystkich czytających i zapraszam do komentowania treści.